To nie jest post o miodzie ani o weganach. To post o pustogłowiu, ogłupianiu i indoktrynacji, które prowadzą do agresji i odczłowieczania.
Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy.
Pierwsza – to plaga nacjonalizmu.
Druga – to plaga rasizmu.
Trzecia – to plaga religijnego fundamentalizmu.
Ryszard Kapuściński
Wszedł do mnie na fb troll, ale szybciutko go zablokowałam. Po co wszedł? Bo panu nie spodobała się moja odpowiedź na zadane przez stronę Skarby Roztocza dość w sumie prowokacyjne pytanie (bo wiecie, wtedy się DZIEJE, ludzie plują, kłócą się, dyskutują i popularność stronki nabiera rumieńców). „Producenci” miodu (nie jestem weganką, ale cudzysłów uważam za należny, bo to nie ludzie „produkują” miód) spytali, czy miód jest wegański. Moja odpowiedź była prosta i zawierała rzeczowe wyjaśnienia. Poleciały hejt i heheszki. Bo wiadomo, że dzień bez oplucia kogoś, to dla niektórych dzień stracony. Pewien pan poszedł dalej. Wysłał mi takie tam hmm „czekoladowe lody” (kto nie używa fb i messengera, temu podpowiem, że to… stolec) i zapytał o zdrowie psychiczne. A potem wlazł do mnie na fb, pochachać, bo tyle mógł, bo komentarze dla obcych mam wyłączone. Nic mu złego nie zrobiłam, ot kolejny Epimeteusz. Następni panowie (co ciekawe są to najczęściej panowie) przybyli z owej stronki, poheheszkowali moje wpisy Leniwego pióra, które udostępniłam u siebie. Przeżyję, oczywiście od dawna się tym nie przejmuję.
Ale natchnęło mnie to zdarzenie przemyśleniami. Mimo tylu przeżytych lat, i w realu, i w necie, nadal naiwnie dziwię się takim ludziom, a raczej zawartości ich mózgów. Są tam chyba tylko „lody czekoladowe” i ze dwie flaszki bimbru lub piffka od Mentzena do popicia, a może jeszcze i kebab, od tych co to „nie dla nich Polska”, ale ich kebab to i owszem, zjeść można, choćby i po marszu przeciw migrantom, bo smaczniejszy bywa nawet i od narodowego schabowszczaka.
Sprzeczność? Ależ skądże.

Dlaczego komuś przeszkadzają weganie albo osoby queerowe, albo wolontariusze (owszem), albo ateiści, albo osoby o innym kolorze skóry? A właściwie nie „albo”, bo to najczęściej te same lub podobne osobniki. „Inność”, jaka by nie była, drażni pustogłowców. Może to atawizm, każący zwierzętom, a potem także homo erectus czy troglodytom w jaskiniach, wyrzucać ze stada takich „innych”, żeby się… „innością nie zarazić”. A może to o jedną niepodzielną szarą komórkę chodzi? Trudno wszak myśleć jedną komórką. I cokolwiek zrozumieć, choćby to, że jakiś człowiek może sądzić inaczej niż na przykład tu wymieniony. Że może mieć inne poglądy, wyznawać inną religię lub jej nie wyznawać, albo po prostu nie urodzić się białym cis hetero mężczyzną. Oczywiście nie wszystkie takie osobniki to prymitywy, jednak im człowiek większym jest Epimeteuszem, tym łatwiej nim manipulować, wmawiać że jest bohaterem, bo broni Polski przed weganizmem, tęczą, ludźmi o innym kolorze skóry etc. etc. etc… On sobie może podudnić w tę katonarodową, dumnie wypiętą pierś, powrzeszczeć, dać komuś w pysk i wreszcie poczuć się kimś.
Ci natomiast, co to korzystając z hierarchii stada, podsycają, szczują, judzą… Im już nie chodzi o „niebezpieczeństwo” ani dowartościowanie. Im chodzi o WŁADZĘ. Przecież wiadomo, że żeby dobrze rządzić, trzeba znaleźć kozła ofiarnego. Na niego i tych, co mu pomagają, zrzuca się winę za to, co akurat na tapecie i pffff leci kabarecik. I gaz z napełnionego testosteronem syfonu się upuszcza. We właściwym, rzecz jasna, kierunku. Kiedyś najlepiej działały pogromy. Wskazało się „winnych” zarazy, głodu, wojny… – na przykład rodziny żydowskie czy tam ariańskie. Powywieszano „winnych”, niemowlętom główki o mur rozbito, kobiety zgwałcono i nabito na widły i już ten kawałeczek świata był, heh, iluzorycznie bezpieczny… A ten, co winnych wskazał i kazał ukarać – stawał się bohaterem.
Hitler robił to samo, tylko na wielką skalę. Obrócił „gniew ludu” w inną stronę, przy okazji zagarniając nieliche żydowskie majątki, zyskując zarówno kozły ofiarne, jak i niewolników do pracy. Genialne. Podludzie nie mają takich samych, praw, prawda? W ogóle nie mają praw.
Teraz Grzegorz Szczęść Boże Braun gęga, że komory gazowe to ściema. Są tacy, co wierzą i za nim idą. To przecież bohater, co to zniszczył choinkę, wypsikał zawartość gaśnicy na chanukiję, rozwalił wystawę młodzieży lgbt+, spalił flagę Unii, uwięził lekarkę… Gratki i brawa. I jest (hmm… jak na razie??) bezkarny. Czyli niewinny. I idzie w Polskę wieść, że tak po prostu można. Braun „dokonał zatrzymania obywatelskiego” lekarki (nie, nie było to zatrzymanie obywatelskie), więc chłopcy na granicy też mogą. No nie, nie mogą, art. 243 KPK mówi o „ujęciu osoby na gorącym uczynku przestępstwa lub w pościgu podjętym bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa”. No więc nie mogą, ale uważają, że mogą, bo Braun tak zrobił i pozostał bezkarny.
Bąkiewicz robił imby na granicy polsko-niemieckiej, stawiając się wraz ze swoimi krużgankami oświaty w roli bohatyra. „Obronimy granice, obronimy polskie kobiety” – krzyczeli, jednocześnie dając w pysk jakiejś Polce czy Polakowi. Na granicy. Widać to „nie taka” Polka czy „nie taki” Polak. To Polka i Polak niewłaściwi.
A hord imigrantów na polsko-niemieckiej granicy jak nie było, tak ni ma… Bąkiewicz jest jednak obrońcą granic, i nawet Duda w ostatnich porywach (p)rezydentowości go ułaskawił. Poszło w eter i do pustych brunatnych umysłów – Bąkiewicz jest bezkarny. Czyli robi dobrze. Jak Braun.

Sztucznie pompowany strach i nienawiść do imigrantów to celowy zabieg, wybory wszak już za dwa lata, a koalicja rządowa w rozsypce…
Ja tam może nie hordy, ale bandy bohatyrów to owszem, widziałam. W biało-czerwonych (metaforycznie) barwach bo dresy mieli i kaptury. I ani na jotę nie czuję się bezpieczniej. W moim mieście też utworzyli chłopcy krużganowcy „patrol obywatelski”… Bo mogą. Bez żadnego zezwolenia, kontroli jakiejkolwiek… Patrzyłam na tych panów. I powiem wam, że wolałabym spotkać mieszkających na moim osiedlu ciemnoskórych migrantów. Grzeczni, spokojni, pracują, zarabiają pieniądze. Nie latają pijani z pałami bejsbolowymi, nie wrzeszczą, że kogoś zatłuką…
W sobotę odbyły się spędy krużganków w całej Polsce.
Te wszystkie demonstracje pod hasłem „stop migracji” nie miały nic wspólnego z troską o bezpieczeństwo. To były wyłącznie cyniczne próby siania strachu, kłamstw i podziałów.
Brunatni chłopcy… a, przepraszam, „zjednoczeni wspólną sprawą kibice” wrzeszczeli słowa nienawiści do osób, które przyszły zaprotestować. Co znamienne, krużganki z marszu samców, odbywającego się podobno w obronie polskich kobiet, darły się do polskich kobiet „wypie…ać”. Widzę tu głęboki dysonans poznawczy.
W Warszawie „chroniący polskie kobiety” element molestował dziennikarkę. Policja się przyglądała, kobieta musiała POPROSIĆ o pomoc.
W Katowicach szli pod flagą Polski Walczącej. Kotwica zbrukana została po raz kolejny. Z rąk mojej znajomej agresor wyrwał flagę Unii Europejskiej. Policja nie zareagowała. Co by było, gdyby podszedł z nożem? To naprawdę mógłby być moment…
Wyzywali, grozili, używali wulgaryzmów.
Pamiętam jeszcze, jak za zaśpiewanych „8 gwiazdek” policja ładowała kobiety do suk.
Nie potrzebujemy obrońców polskich kobiet przed migrantami. Potrzebujemy obrony przed „obrońcami”.
I nie, to nie były pokojowe marsze przeciwko nielegalnej imigracji. To były spędy wulgarnych i agresywnych młodych mężczyzn, wrzeszczacych hasełka typu „Polska cała, tylko biała” i „wypier…ć” do każdego, kto się z nimi nie zgadzał. Innych, dużo gorszych wulgaryzmów przytaczać nie chcę, nawet wykropkowanych, bo to z założenia kulturalny blog.
Próby usprawiedliwiania tych agresywnych spędów przekonywaniem, że pracującym w Polsce legalnym migrantom nic nie grozi, że to marsze przeciw nielegalnej migracji skwituję pełnym goryczy śmiechem, takim przez zęby. Pod postem zwołującym smalców alfa na Wielkie Marsze były komentarze o zdzieraniu burek ze spotkanych na ulicy muzułmanek. I o biciu wszelkich kolorowych.
Czy szykuje nam się Noc Kryształowa en masse?
Sama nie mogłam uczestniczyć w katowickim proteście. Ciężka choroba blokuje mój aktywizm w realu. Mogę tylko pisać. I właśnie za napisanie pod artykułem o molestowaniu dziennikarki, że potrzebujemy obrony przed kibolami, nie przed migrantami, dostałam odpowiedź w formie gróźb karalnych. Pan coś o gwałcie wspominał.
Tacy ludzie mają nas „bronić”? Podziękuję.

W wyborach prezydenckich wygrał kibol i gangus… Trzaskowski był nieodpowiedni? No jakoś mimo wszystkich potknięć i nieporadności obecnego trzonu rządu, na które zgrzytam po cichu zębami, ja to prawdziwe, grożące nam wszystkim zło z brązowym nalotem widzę w panach Kaczyńskich, Mentzenach, Braunach, Bąkiewiczach i Batyrach.
I nawet już nie przypuszczam, ale wiem, że będzie coraz gorzej.
Brunatna… hmm ciecz rozlewa się po kraju. Boję się, że tego nie zatrzymamy.
Nie jestem za niekontrolowaną migracją. Nawet ludzi w potrzebie trzeba sprawdzać. Jestem po prostu za człowieczeństwem… Człowiek jest człowiekiem bez względu na płeć, orientację, narodowość, wyznanie, czy kolor skóry. Już był pewien akwarelista, który uważał inaczej. I nie tylko on. Pędzimy bez trzymanki wprost w lata 30. III Rzeszy.
Na koniec Piątka Leniwego:
Nie chcemy
– Rasistów
– Nazistów
– Homofobów
– Unii z Rosją
– I bezkarności brunatnych bandytów
