Chcę Wam przypomnieć wpis, który powstał dawno temu, w zamierzchłej epoce Andrzeja Dudy, w roku pańskim 2016. Aktualny w swej wymowie jest jednak nadal i taki pozostanie dopóty, dopóki istnieje władza, którą obrazić można. Czyli już na zawsze.

Był na Żmudzi ród szlachecki… nie, to brzmi zbyt sienkiewiczowsko, zatem raz jeszcze rozpocznę: Działo się to dawno, bardzo dawno, w czasach, gdy do szlacheckich dworków ksiądz proboszcz zajeżdżał, aby nie mały koszyczek z kilkoma jajkami i wędliną, lecz wielki stół bogato zastawiony do wielkanocnego śniadania – poświęcić. Przygotowania więc do takiego poczęstunku były niemałe. Szynki i kiełbasy z ubitych świniaków wisiały już w wędzarni, baby z kopy nieomal jaj, wielkie jak góry, wyrastały w piecach, w makutrach z twarogu, masła, jajek i cukru ucierano w pocie czoła przepyszną paschę. Oczywiście jako jedno z tradycyjnych ciast wielkanocnych, upieczone już mazurki ozdabiano przepięknie, to rodzynki, migdały i orzechy układając w przepiękne wzory, to rozpuszczoną czekoladą lub lukrem wyciskając wymyślne na mazurach napisy.
I o owych napisach, a właściwie o jednym nieszczęsnym napisie opowieść wysnuję.
Mojemu pradziadowi, który był wtedy uczniakiem oraz jego braciom niewiele od niego starszym, jako, że zdolności artystyczne posiedli, powierzono poważne zadanie ozdobienia mazurków, inwencję i sposób wykonania pozostawiając chłopcom. Nie wiedzieli o biedni rodziciele jak dalece w inwencji owej chłopcy się posuną. Bowiem, gdy ksiądz proboszcz końmi do dworu zajechał i stanął przed bogato zastawionym stołem, by skropić wodą święconą dary Boże i modlitwę przed rozpoczęciem uroczystego śniadania, odmówić, spojrzał, oczom nie wierząc, poczerwieniał cały z wściekłości, rękę ze zgrozą wyciągnął wskazując na stół i wycharczał: – Niee! Ja TEGO święcić nie będę!
Podążyli za wskazaniem wielebnego palca przerażeni mieszkańcy dworu, spojrzeli i zbledli jak jeden mąż. Na samym środku, pośród innych potraw, pysznił się olbrzymi mazurek czekoladowy z misternie ozdobnymi, z lukru wykonanymi literami D. U. P. A.
Sługa Boży odjechał śmiertelnie obrażony na cały ubogi dworek szlachecki i jego mieszkańców, za profanację darów Bożych i jego świątobliwej osoby ośmieszenie. Winnych odnaleziono wciśniętych w sam najmroczniejszy kątek strychu. Tłumaczyli się wprawdzie, że nic zdrożnego na myśli nie mieli, że skrót to jeno od słów “Dzień Uroczystości Pańskiej Alleluja“, ale na nic się kulawe tłumaczenia zdały. Synowie szlacheccy dostali całkiem nieszlacheckie „kropidupum punktatum”, tak bolesne, że przez dni kilka jeść musieli na stojąco.
Przeminęły wraz z wiatrami historii dworki szlacheckie, monokle, gorsety, powozy… ale historyjka w rodzinie naszej przetrwała, opowiadana z pokolenia na pokolenie. Pozostał też, już w formie żartu zwyczaj ozdabiania mazurka wspomnianym napisem. Nikt go jednak na wszelki wypadek do poświęcenia w koszyku nie zanosił 😉

NowRocky ; ) grafika malykub
Tak jak już pisałam, post ten powstał dawno temu, w zamierzchłej epoce Andrzeja Dudy. Zainspirowany został śledztwem jakie przeprowadzono w jednej ze szkół, gdzie na drzwiach toalety pojawił się napis “Andrzej Dupa”. Potraktowano wtedy ten bazgroł bardzo poważnie, Dyrekcja wręcz przeprowadziła śledztwo grafologiczne z użyciem zeszytów uczennic.
Dup… o pardon – Duda przeminął, ale nastał nam nowy (p)rezydent. I aż strach pomyśleć, co on mógłby zrobić widząc takie dictum na swój temat, skoro nawet zwykłe, acz niewygodne pytanie dziennikarza włączyło mu tryb kibola z dzielni. Lub co zrobić by mogli jego nadgorliwi podwładni. Władza bowiem krytyki nie lubi, a nadgorliwość może nie jest gorsza od faszyzmu, ale dużo jej nie brakuje. Szczególnie w tym snusowym przypadku.
Spokojnych dni kochani.

No nie mamy szczęścia do prezydentów. Jak ktoś powiedział, duda był głupi, ale ten jest nie tylko głupi, ale i chamski. Nie lubię tak o nikim mówić, ale tu nie da się inaczej.
Zdrówka, bo o spokój trudno…