Kolorowy zawrót głowy

Dziś będzie apolitycznie, pozytywnie, radośnie, ekspresyjnie i krótko 😉

Córka zabrała mnie ostatnio na Festiwal Kolorów. Wiecie co to jest? Ja jeszcze dwa lata temu nie wiedziałam. Pomimo posiadania wspaniałej córki, odbiegającej w pozytywny sposób od ogólnie przyjętego szablonu „współczesnej młodzieży”, miałam wobec masowej, młodzieżowej imprezy obawy. Wiecie, zaraz wyświetlają się w głowie hasełka: alkohol, narkotyki, agresja… Taaa, obrzucanie się kolorowymi proszkami? A cóż to takiego?? Podejrzane, nader podejrzane 😉 Córka jeszcze wtedy pełnoletnia nie była, musiałam wyrazić zgodę na tę imprezę. Postanowiłam być matką nowoczesną, zaufać, że podejrzana impreza, to nie jest styl mojej pierworodnej – i wyraziłam.

Wróciło toto wraz z przyjaciółkami umorusane, szaro-kolorowe, zmęczone potwornie i przeszczęśliwe. A ja utwierdziłam się w zaufaniu do swojej pierworodnej 🙂

Od tamtej pory była już na takim festiwalu kolejne dwa razy, ostatnio zabrała także mnie. Uczestniczyłam w całej zabawie jako obserwator i fotoreporter, z pewnej odległości. I aparatu szkoda i astma niestety na pyły wszelakie zęby szczerzy. Żałuję, że nie mogłam być wśród nich, w samym centrum. I nieprawdą jest, że tylko młodzież uwielbia ten festiwal. Byli też tam ludzie w wieku nooo… moim.

   1    2

3   4

Ekspresja, radość, szaleństwo barw, kartki z napisem FREE HUGS, atmosfera takiego hipisowskiego „Make love, not war” XXI wieku… Tyle, że bez protestów antywojennych. Sama, niesamowicie pozytywnie ładująca, zabawa.

65

Tylko sobie później westchnęłam, a w głowie fragment piosenki śpiewanej przez Kazimierza Rudzkiego w jednym z odcinków „Wojny Domowej” mi się wyświetlił.

Kiedy młodości mojej czasy sobie wspomnę
Kiedy tak zerknę do przeszłości mojej akt
Same trudności widzę tylko przeogromne
I bardzo rzadko jakiś promienniejszy fakt.

Dyrektor szkoły przypominał szefa sztabu,
Na sam już widok jego człowiek drżał jak liść.
Najprostsze sprawy były wtedy wielkim tabu,
Nie to co teraz, nie to co dziś.

Oni mają teraz życie
Całoroczny skoczny maj
Jak zmartwienia no to tycie
A poza tym wieczny raj….

Starzeję się, najwyraźniej się starzeję, skoro do głowy mi to przyszło.

A „Wojna Domowa” pomimo upływu lat,nie. I dla kolejnych pokoleń pozostaje w wielu aspektach aktualna 😉


27 comments on “Kolorowy zawrót głowy

  1. Wygląda ciekawie, ale szczerze mówiąc, nie rozumiem sensu i celu tej zabawy – obsypywanie się kolorowym proszkiem? Poza tym można wsypać komuś do oczu. Możesz mi to wyjaśnić?

    1. Jaki ma sens? A jaki sens ma taniec, gra w piłkę, pływanie, chlapanie się wodą w basenie? Uczestniczenie w festiwalu kolorów, to tylko jeszcze jeden sposób ekspresyjnego okazywania radości. Niesamowicie pozytywny, wyzwalający radość robienia czegoś szalonego, fajnego, kolorowego razem. Jest i muzyka, jak na zwykłym koncercie. I jeśli rzecz tak ujmiesz, to owszem, nie ma sensu. Robienie samych wyważonych, sensownych i poważnych rzeczy, to smutny sposób na życie 😉 A co do proszków, to nie są zwykłe takie proszki, które każdy sobie przyniesie i rozsypuje. U większości nie wywołują podrażnień, nawet, gdy dostaną się do oczu. Można się zresztą zabezpieczyć zakładając czapkę, czy okulary. Tylko alergicy i ludzie mający astmę powinni uważać. Spierają się również bez problemu, nie pozostawiając śladów.
      Czymże byłoby nasze życie, bez odrobiny szaleństwa 😉

      1. Pytam, bo nie znałam wcześniej tej zabawy. Rozumiem, że to jakaś forma “wyszalenia się”, ale mimo wszystko trochę dziecinna w wykonaniu nastolatków. Jeśli kogoś to bawi to ok…

          1. Ech, jaka zabawa może być dziecinna dla nastolatków 😉 Kiedy mają się bawić, jak nie teraz, choć i całkiem dorosłych i ludzi w średnim wieku, też trochę tam było. Przecież nastolatki to nie tylko alkohol, seks bez zabezpieczeń i dopalacze. Dobrze, że się tak bawią, zamiast sięgać po niebezpieczne używki.
            A co do zgody rodziców, to kiedy moja córka szła na pierwszy festiwal kolorów miała 16 lat i prosić musiała o pozwolenie wyjścia na każdą imprezę. Nie była pełnoletnia i takie były zasady w naszym domu.
            Pozdrawiam 🙂

  2. Byłem raz na takim festiwalu kolorów. Bardzo widowiskowe przeżycie. Nie wiem sam, czy dałbym się obsypać – podobno proszek rewelacyjnie się spiera. jest też bezpieczny, więc nie ma żadnego problemu z dostaniem się do oczu, ale nie wiem czy aparat fotograficzny by przeżył. A tradycja wywodzi się z Indii. Dla mnie wszystko, co przydaje kolorów naszemu życiu jest po prostu świetne 🙂

    1. Ciągle się człowiek czegoś nowego dowiaduje, nie wiedziałam o indyjskich korzeniach tego festiwalu. Co do proszku, to prawda, spiera się bez śladu, znam to z autopsji. Wyjątkiem są nieliczne podróbki, który ktoś nieodpowiedzialny przyniesie. Ale aparat z pewnością by ucierpiał, dlatego robiłam zdjęcia z pewnej odległości, niestety.
      Pozdrawiam kolorowo 🙂

  3. Taka impreza odbywa się co roku niemal pod moimi oknami, lubię patrzeć na tych kolorowych umorusańców…
    Wojna domowa ja najbardziej aktualna, zawsze oglądam powtórki.
    Czy zauważyłaś, że normalne jak mówisz dzieci bywają wtedy, gdy obdarza się je zaufaniem , my tez tak robiliśmy i chyba dobrze wyszło? Sami tez buntujemy się przeciw nadmiernym ograniczeniom….
    Pozdrawiam 🙂

    1. Im więcej ograniczeń, zakazów, nakazów, a mniej rozmowy, tym większy opór i bunt przeciw odgórnie narzuconym przepisom. Czy jest się dzieckiem, czy dorosłym.
      A w samym tym festiwalu jest również, myślę takie podwójne dno. Chyba w wielu z nas tkwi sobie wewnętrzne dziecko, które nie tylko chce skakać i tańczyć, ale też ubrudzić się bezkarnie. Nawet jeśli na kolorowo 😉

  4. Pierwszy raz widziałam coś takiego wiele lat temu na zdjęciach z Indii właśnie, a całkiem niedawno odkryłam, że i u nas można tak poszaleć. nie wiem, czy sama bym się zdecydowała uczestniczyć, ale z przyjemnością patrzę na zdjęcia.No i tak to właśnie odbieram, jak napisałaś – kolorowe, szalone, szczęśliwe… sama radość:)

  5. Też chciałabym kiedyś wziąć w czymś takim udział i poczuć to na żywo. Czekam też, aż junior trochę podrośnie, żeby zabrać go na Przystanek Woodstock, bo ja tam się bawiłam przednio.
    Myślę, że każdemu wydaje się, że kolejne pokolenie ma lepiej, bo świat idzie do przodu i się rozwija. Ale mnie to cieszy, że junior będzie miał jeszcze fajniej, niż ja. Choć, fakt faktem, że i zagrożeń jest więcej, bo mamy przecież dopalacze. To wyzwanie dla rodziców, żeby uchronić przed tym dziecko, kiedy grupa rówieśnicza bierze górę. Ale liczę na mądrość i rozum swojego dziecięcia w przyszłości.

    1. Ba, też się cieszę, że moja córka nie żyje w szarym świecie PRL-u, ale co sobie sentymentalnie westchnę, to moje 😉 No i faktycznie, zagrożeń jest teraz znacznie więcej, dopalacze, narkotyki, agresja na każdym kroku… I dlatego fajnie, że są takie pozytywne festiwale.

  6. Kiedyś słyszałam o tego typu zabawie, ale nie wiedziałam, że zrobił się z tego festiwal na większą skalę. Po przeczytaniu tytułu myślałam, że wpis będzie o jakimś festiwalu kolorowych świateł, na zasadzie laserów. To dobrze, że Twoja córcia w taki pozytywny sposób daje upust swojej nagromadzonej energii 🙂 Wszystkie chwyty dozwolone, ale pod warunkiem, że nie wyrządza się krzywdy innym i nie robi się czegoś wbrew nim.
    Fotki, które zrobiłaś są przepełnione radością i optymizmem, poprawiają humor i pozytywnie nastawiają do świata. Lubię takie zakręcone i kolorowe szaleństwa, zapominam wtedy o problemach i troskach życia codziennego 🙂

    Pozdrawiam kolorowo i wesoło 🙂

    1. Gabuniu, przepraszam za to zamieszanie z komentarzami, nie było mnie tutaj przez kilka dni, więc nie wiedziałam, że jest jakiś problem z dodawaniem ich. No, ale już wszystko wyprostowałam 🙂 Poprzedni Twój komentarz utknął mi, nie wiadomo czemu w moderacji.
      Ciszę się, że podoba Ci się to kolorowe szaleństwo 🙂 I faktycznie naładowuje pozytywnie, nie tylko nastolatki 😉
      Pozdrawiam Cie serdecznie 🙂

      1. Nic się nie stało, takie rzeczy się zdarzają. Najważniejsze, że udało nam się to ogarnąć i już jest dobrze 🙂
        Oj szkoda, że moje zdrowie mnie tak ogranicza, bo w środku kipi we mnie wulkan emocji i energii i szczerze mówiąc poszalałabym trochę z tą pozytywnie zakręconą i kolorową młodzieżą 🙂

  7. Wydaje mi się, że jest to bardzo fajna impreza dla młodych. I faktycznie – tak jak pisze Hegemon – przyszedł ten zwyczaj z Indii.
    Pozdrawiam serdecznie.

  8. Podobno ten, kto nie przeżył odrobiny szaleństwa, nie będzie miał ciekawych wspomnień na starość. I to święta prawda. Sama bym uczestniczyła, aby choć na chwilę przeżyć trochę radości i zapomnienia.
    Serdeczności zasyłam.

  9. Nigdy nie byłam na Festiwalu Kolorów, ale obiecałam sobie, że w końcu wezmę w tym udział. Poki co oglądam tylko zdjęcia, które ludzie wstawiają i cieszę się do samych zdjęć, ale wierzę, że szybko się to zmieni:D

  10. odrobina pozytywnego szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. dobrze, że wciąż jeszcze są młodzi ludzie, którzy potrafią się bawić, nie wyrządzając sobie i innym krzywdy poprzez alkoholowo-dopalaczowe i bóg jeden wie jakie jeszcze eksperymenty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *