Reklamo – pocałuj mnie w …mazurek.

Dzisiaj rzecz będzie o lekach na choroby wszelakie i bolączki.

Ta listopadowo-szara wiosna, płacząca i marudna, nie nastraja mnie dobrze. Humor mam paskudny, posępny i nastawienie do tej części świata, przez którą krew mnie zalewa dokładnie takie, jak na mazurku z poprzedniego posta, tyle że bez kropek.

Czy wy też macie czasem wrażenie, że zalewa nas chłam reklam i informacji zaprogramowanych na całkowite wypranie nam mózgów i to bez proszku?

lek-na-mnie-paczy

Taki Ibuprom na przykład potrafi nieźle namieszać. Zdarza mi się przyjmować leki przeciwbólowe. Najczęściej jest to Ibuprom, tak więc  to lekarstwo mam zazwyczaj w apteczce, wiem jak je dawkować, no znam je po prostu, a jednak…

Brakło Ibupromu, zżarłam chyba większość przy paskudnych nocnych bólach zęba, a tu córka się rozchorowała, więc mój osobisty Mąż przyniósł z apteki jakiś taki „Ibuprofen” z dopiskiem „Dr.Max tabletki 200mg”. Nie dość, że z błędem, bo jak wiemy jeśli skrót zawiera ostatnią literę wyrazu, wówczas nie stawiamy po nim kropki (dr – bo doktor, mgr – bo magister etc). Ale porzućmy rozważania interpunkcyjne i upadek nie tylko obyczajów, ale zasad pisowni, gramatyki i stylistyki, wróćmy ad rem. Zatem, nie dość, że z błędem, to rzeczony Ibuprofen  tabletki też miał jakieś dziwne, z rowkiem umożliwiającym podział na pół.

Zgłupiałam i zaczęłam się zastanawiać jaką zwykle dawkę biorę. 200mg? 100mg? Szperałam w Internecie, szukałam w szufladzie starego opakowania… jednym słowem zostałam zmanipulowana.

Oczywiście, że zwykła dawka to 200 mg przypomniałam sobie w końcu. A dlaczego w ogóle miałam jakieś wątpliwości? No właśnie.

– Dr Max – ma zasugerować, że jest to dawka duża

– tabletki z możliwością podziału na pół również to sugerują

Ergo – mamy myśleć, że mamy do czynienia z Ibupromem o podwójnej dawce i być szczęśliwi i radośni jak szczypiorek na wiosnę, że tak tanio kupiliśmy lek silniejszy, lub taki, który służyć nam będzie dłużej.

Ponieważ wszystko to tylko sugestie, skarżyć o błędną informację możemy tylko własny, czyściutki, bez jednej fałdki – mózg.

Chciałam wrzucić link do tego produktu, ale nie znalazłam ulotki takiego leku, w każdym razie nie po polsku, jest tylko 400 miligramowy. Wycofali? Kupowany był zimą, gdybym nie miała opakowania w domu, sama pewnie zaczęłabym wątpić w swoją pamięć 😉

Teraz rzecz będzie o telewizyjnych nonsensach.

Widzieliście na pewno niejedną reklamę cudownych leków mających nas wyleczyć – z GRYPY i PRZEZIĘBIENIA. I znów dajemy sobą manipulować. Prostuję: Grypa to ciężka choroba przebiegająca z temperaturą sięgającą 41 stopni, mogąca skończyć się powikłaniami w postaci zapalenia płuc na przykład, lub nawet w skrajnych wypadkach – śmiercią. Przeziębienie  no cóż, wiadomo, to przeziębienie…  Na grypę nie ma żadnego lekarstwa, można się na nią zaszczepić, a nawet powinno jeśli jest się osobą o obniżonej odporności. Chorym można podawać leki obniżające gorączkę, ale one tylko walczą z objawami, a nie leczą. Poza tym zrównywanie przeziębienia i grypy, czyli de facto lekceważenie tej choroby, może się źle skończyć.

Nie chorujesz właśnie na grypę lub przeziębienie? Niee? Ale może zabolało cię gardełko? Ojej, biegnij więc szybciutko do apteki po cudowny środek, który zapobiegnie wszelkim strasznym infekcjom gardła. Bo jeśli jest już zaczerwienienie, to zaraz pewnie umrzesz!

STOP! Nie, nie biegnij i się nie truj świństwami jakimiś. Przepłucz wodą z solą, rumiankiem, albo w ogóle daj sobie spokój, jeśli zachorujesz to wtedy będzie czas na leczenie.

Strasznie dużo łykamy różnych cudownych środków. Lek na sklerozę, lek na grypę, lek na złamaną nogę.. O tak, był kiedyś taki. Pani w reklamie przekonywała nas, mówiąc z uśmiechem: „Gdy złamałam nogę – pomogła mi pyralgina.”

Poza wszelakimi cudownymi środkami są jeszcze środki obrzydliwe. Zdarzyło wam się jeść pyszne kanapeczki lub heh pizzę z pieczarkami i usłyszeć nagle głos z TV zachwalający grzybicę stóp? .. YYY to znaczy – lek na grzybicę stóp? Albo na mnożące się i rozprzestrzeniające na podłodze kurzajki? Odkładasz człowieku wtedy kanapeczkę i stopę sobie oglądasz, czy tam jakieś saprofity nie pełzają. Albo zerkasz na podłogę, czy kurzajki  się nie wymnożyły. Brrr.. Już o nieapetycznych zarumienionych pupach siadających na krzesełkach (lek na hemoroidy) wspominać nie będę.

Tak jak na początku wspomniałam miało być o lekach na bolączki wszelakie. Skoro na wszelakie, to na wszelakie. Co powiecie o leku na… depresję po utracie dziecka? To nie żart. Nigdy nie żartowałabym sobie z czegoś takiego.

„Lek” nosi nazwę CONSOLATYNA, a wskazania do stosowania są następujące: „Utrata dziecka, poronienie naturalne, poczucie winy, lęki i stany depresyjne po utracie dziecka, przerwanie ciąży, syndrom poaborcyjny, in vitro.”

W skład tego „medykamentu” wchodzą:

Ikona Matki Bożej – 1 szt.

Modlitewnik – 1 szt.

Pojednanie z Bogiem, sobą i utraconym dzieckiem – 1 szt.

Cena – jedyne 9,90

Sprzedaje ten zadziwiający produkt „Wydawnictwo Św. Stanisława BM”. Kto nie wierzy, niech sobie kliknie i poczyta.

Naprawdę nie wiem co o tym myśleć. Prawo do szukania pociechy w modlitwie ma każdy, jeśli to mu/jej ulgę przynosi. Ale już sprzedaż tej pociechy, zarobek na niej – to już jest naprawdę nie na miejscu i zakrawa na paskudny żart księży z księgarni św. Stanisława. Kupczenie  w Internecie modlitwami, nazywanie tego „lekiem” w dodatku lekiem na rozpacz po stracie dziecka??  A’propos kupczenia. Przypomina mi się średniowieczna praktyka sprzedaży odpustów. Można było wykupić sobie kilka dni/miesięcy/lat odpustu z czyśćca – zależnie od zamożności petenta. O, albo tzw. „święte relikwie” sprzedawane przez przeróżnych szarlatanów. Na przykład (tu za panem Sienkiewiczem powtórzę) – „szczebel z drabiny, która się śniła Jakubowi”. Taak… Zastanawiałam się, czy to był żart pisarza mający na celu ukazanie sposobu myślenia ludzi w wiekach średnich, czy fakt historyczny, do którego dotarł.

Już się nie zastanawiam, mamy XXI wiek a kupczenie do Sanderusowego podobne odbywa się nadal. Można kupić kość św. Faustyny, fragment słomianego siennika innej świętej, a nawet podobno jeśli wierzyć pisarzowi Steven’owi  Sora, który znalazł takie „skarby” podczas poszukiwań materiałów do swojej książki – mleko Matki Bożej, czy cierń z Chrystusowej korony. Te ostatnie, twierdzi pisarz, nie są sprzedawane jawnie, lecz oznaczone specjalnymi, dla laików nie zrozumiałymi kodami. Najwięksi internetowi sprzedawcy relikwii posługują się łacińskimi skrótami, na przykład  Ex Lacte BVM (mleko Matki Bożej).

TUTAJ możecie o tym poczytać.

Zaczynam wątpić w świat, który mnie otacza. Jednak bezkonkurencyjnie odstręczającym mnie produktem pozostaje nadal CONSOLATYNA. Relikwie można kupić, lub nie. Ale ten „lek” ma za zadanie zagrać na uczuciach matki po stracie dziecka. A wszystko to pod patronatem Krzyża.

I jak przy tym wszystkim wygląda irytująca i obrzydliwa reklama na saprofity oblepiające uparcie nasze stopy? Tak, tak, bywają rzeczy mniej wybaczalne niż to.

Na zakończenie, aby weselej na duszy się zrobiło fragment refleksyjnej piosenki mojego ulubionego barda Piwnicy pod Baranami. Fragment ten przychodzi mi do głowy zawsze wtedy, gdy nie zdążę wyciszyć dźwięku i dopadnie mnie reklamowy GŁOS zachęcający do kupna/użycia/spróbowania… właściwie większości rzeczy, ponieważ  znakomita ich część irytuje i obraża ludzką inteligencję.

 

Głosiciele nowej wiary 
Ogłaszają różne dziwy 
Kup człowieku lepszą pralkę 
A poczujesz się szczęśliwy 
I koniecznie wiadro proszku 
Który w mig jak z bata strzelił 
Przy okazji prania koszul 
Jeszcze duszę ci wybieli 

Pan redaktor ze stolicy 
Zadał ważnych pytań szereg 
Czy na przykład Michał Anioł 
Byłby dziś copywriterem 
I czy zamiast kuć w marmurze 
Albo też malować freski 
Stukałby na komputerze 
Reklamowe makabreski

Kto ma ochotę, może posłuchać całej piosenki Leszka Wójtowicza.Zapraszam 🙂

MALOWNICZA WYLICZANKA

P.S. Reklamo – pocałuj mnie w …mazurek 😉

Zainteresowanych tym, o co chodzi z całowaniem mazurka,zapraszam do mojego poprzedniego artykułu pt D. U. P. A.

(zbuntował mi się blog i nie mogłam dodać normalnie w powiązanych wpisach, więc podlinkowałam)


13 comments on “Reklamo – pocałuj mnie w …mazurek.

  1. Świetny tekst!!! ale myślałam poważnie, że z tym lekiem na depresję to żart jakiś wymyśliłaś , a tu niespodzianka, no nie wiem co powiedzieć, ale skoro są odprawiane egzorcyzmy, to czy powinniśmy się dziwić, a kora lecząca zęby?
    Reklamy TV są już tak nachalne, że apetyt można stracić, bo gdy przy śniadaniu, oglądając wiadomości słucham o leku na zapalenie pochwy lub tabletkach na kaszel palacza.
    A leków unikam jak ognia, biorę gdy nie mogę poradzić sobie w inny sposób.
    Pozdrawiam 🙂

    1. No niestety, CONSOLATYNA to fakt. Też myślałam na początku, że ktoś żarty sobie robi, a jednak 😉 Reklamy są coraz głupsze, co raz głośniejsze i coraz bardziej mnie irytują. Czy to efekt starzenia mojej osoby, czy tak pieknie instytucja reklamy się rozwija?? Nie ma to jak sobie przy śniadaniu posłuchać o grzybicy stóp, czy lekach na zapalenie pochwy. Czy twórcy reklam nie jedzą? 😉 Miłego poniedziałku Ci życzę 🙂

    1. Ja działam z Safari, bom Applowa, i ostatni tekst jaki widzę to D.U.P.A., i potem z linków otwierają mi się same komentarze niestety. Cóż, jakiś pech:(

      1. Sprawdzałam na różnych przeglądarkach i u mnie wyświetla się wszystko. Szkoda, że nie mogłaś przeczytać 🙁 Prosiłabym Cię, gdyby przy następnym poście były problemy z wyświetleniem o sygnał. Pozdrawiam 🙂

  2. Kiedyś to liczyliśmy z chłopakiem i byliśmy w szoku, gdy do nas dotarło jak duży procent reklam to reklamy środków farmaceutycznych i suplementów diety. I faktycznie, każdy znajdzie coś dla siebie – jak nie coś na suchość skóry, to na nadmiar wody w organizmie…
    Co do gripexów i całej reszty – zwróć uwagę, że oni reklamują te środki jako zwalczające OBJAWY grypy, a nie samą grypę. Bo faktycznie, te specyfiki to zwyczajna mieszanka paracetamolu (na obniżenie gorączki i bólu) i pseudoefedryny (na obkurczenie śluzówki), z ewentualnym dodatkiem kwasu askorbowego – czyli nic przeciwwirusowego ani immunomodulującego…

    A co do Consolatyny, to aż brak mi słów, by to skomentować…

    1. No, fakt mówią, że mają leczą objawy a nie samą chorobę, zagalopowałam się. Ale faktem jest, że stawiają ten znak równości między grypą i przeziębieniem i bardzo mnie to irytuje. Zdarzyło mi się dwa razy na grypę chorować, to na prawdę ciężka choroba i dawką gripexu się jej nie wyleczy 😉 Pozdrawiam 🙂

      1. Ano bo OBJAWY (katar, gorączka) są podobne i przy grypie i przy przeziębieniu. 😛 Niestety, masz rację, że skutek tego jest taki, że wielu ludzi bagatelizuje te OBJAWY i w efekcie samą chorobę. Zamiast wybrać się do lekarza, czy choćby przeleżeć choróbsko, faszerują się reklamowanymi specyfikami, które zgodnie z reklamą mają ich postawić na nogi w 2 minuty…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *