KRZYŻYK NA DROGĘ

W Kielnie nauczycielka klasy siódmej uraziła uczucia religijne, bo podobno sprofanowała krzyż, zdejmując go ze ściany klasowej i (o zgrozo!) wyrzucając do kosza. 
Protesty w obronie uczuć przybrały postać, no cóż, w mojej ocenie wręcz absurdalną. Krzyk o obronie wiary przodków, świętego dziedzictwa narodu polskiego i ukrzyżowanego Chrystusa szerokim echem poniósł się od morza do Tatr.
Pospiesznie, bez żadnych podstaw i dokładnego zbadania sprawy, natychmiast wydano wyrok. A przy okazji smażenia w ogniu świętego oburzenia nauczycielki-heretyczki, zawieszonej w obowiązkach „do wyjaśnienia”, można było sobie także upiec swoje własne kiełbaski polityczne.

Oczywiście „prokuratura i kuratorium skrzętnie badają sprawę”. Głos zabrali też posłowie, metropolita gdański i ministra edukacji narodowej. „Sprawa, która rozgorzała wokół szkoły w Kielnie, jest bardzo niebezpieczna” powiedziała Barbara Nowacka.
I owszem. Bardzo niebezpieczne jest pochopne ocenianie kogokolwiek i palenie go na stosie świętego oburzenia bez dokładnego zbadania okoliczności. 

fot. parrafraza

W naszym kraju ważniejsza jest obrona krzyża niż człowieka. Może urażę tu ten sławny uczuć, ale nie widziałam nigdy takich protestów w obronie skrzywdzonego przez pedofila dziecka. 

Mam wrażenie, że religii w naszym kraju używa się jak tarana mającego zgnieść wszystko to, co nie mieści się w katolicko-narodowych ramkach, wszystko to, co jest po prostu inne. Bo to inne  przeszkadza wszak i w zdobywaniu i w utrzymaniu władzy.
To tak na marginesie.

Tymczasem nauczycielka zabrała głos:
„Wyrzuciłam cosplayowy gadżet od halloweenowego stroju, którym bawiły się dzieci, a następnie powiesiły go nad klatką chomika – w miejscu, w którym wcześniej wisiał zegar” – tłumaczyła.
Zapewniła, że jest neutralna religijnie. „Szanuję wiarę innych i w życiu nie wyrzuciłabym krzyża. Ścianka nad chomikiem byłaby w mojej opinii miejscem urągającym przedmiotowi religijnej czci. Jego miejsce powinno być wysoko, obok godła lub ewentualnie nad drzwiami. Jednak powtórzę: Ten przedmiot, który został powieszony przez dzieci, był elementem cosplayowego stroju” – zaznaczyła.
Zdarzenie „jest nieporozumieniem, a politycy wykorzystują je do tego, żeby podbijać swoje interesy i pozycje”.

Oczywiście, że tak. Jak zawsze. A krzyż to taki nośny symbol, prawda?
Tyle że to nie był krzyż, tylko element halloweenowego stroju, który dzieci powiesiły nad klatką chomika – kto tu zatem tak naprawdę zbezcześcił symbol religijny?

W obronie krzyża, który krzyżem nie był, ukrzyżowano nauczycielkę. 

Do profanacji doszło natomiast (nie po raz pierwszy) nie w Kielnie, tylko na Jasnej, przepraszam Brunatnej już od dawna, Górze, którą oblegała pod patronatem, a jakże – rezydenta Batyra – pielgrzymka kiboli. Z racami, wrzaskami i wulgarnymi hasłami. Przeciw temu jednak żaden z tych święcie oburzonych profanacją cosplayowego krzyżyka jakoś nie zaprotestował.

Jak to już napisałam w notce o tejże wizycie na leniwopiórowym fanpage’u:
„To nie wiara w boga jest problemem, to wiara we własną nadwyższość i najniższość innych jest problemem.
Historia zatacza koła i chichocze w kułak”.

Powiedzenie „krzyżyk na drogę”, dawniej oznaczające udzielenie komuś błogosławieństwa, życzenie szczęśliwej podróży i powodzenia – znaczy dziś coś zupełnie odwrotnego.
To tak na (kolejnym) marginesie.

I myślę sobie, że ci tak wrzaskliwi i agresywni obrońcy wiary sami własnymi rękoma przyczyniają się do jej upadku. A już na pewno do zachwiania wielowiekowymi fundamentami Kościoła.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *