28.11 minęło 107 lat od wywalczenia przez Polki praw wyborczych. Niektórzy (mężczyźni) twierdzą, że niczego nie wywalczyłyśmy, bo nie było żadnej Wielkiej Wojny o prawa wyborcze, tylko zostały nam te prawa (łaskawie?) dane. Otóż jeśli ktoś wyobraża sobie walkę jedynie jako obrazek pola bitwy z armatami i wojskiem, no to ma bardzo ciasny światopogląd.
Tia, wiecie, bo faceci pewnego dnia pomyśleli: Te biedne kobiety siedzą tylko w kuchni przy garach, a dajmy im prawa wyborcze, żeby nie smutały i też mogły decydować o sobie i kraju? Tak jak „dano” w prezencie robotnikom ośmiogodzinny dzień pracy albo zniesiono niewolnictwo?

No nie, kobiety, tak jak i inne grupy społeczne wywalczyły sobie te prawa, nie był to pięknie zapakowany i przyozdobiony różową wstążeczką prezencik.
Walka, rozpoczęta jeszcze przez emancypantki w XIX wieku, trwała bardzo długo.
Teraz mamy wiek XXI, na fali zmian politycznych i społecznych wydarłyśmy pazurami wiele praw. Jednak patriarchat nadal ma się dobrze.
Rechocze na podlanych wódką imprezach, wygląda z seksistowskich dowcipasów i zachowań, chowa się za słynnym wyrażonkiem „trochę dystansu”, wyłazi ze stereotypowych oczekiwań, wpływa na nasze życie, na kształt rozmów o pracę i wysokość zarobków, na to, co możemy, a czego nie.
Bo zasiada też w poselskich ławach, grzmi na kościelnych ambonach, szepcze w zakulisowych rozmowach, wszak ręka rękę myje…
Mamy prawa wyborcze, ale nie mamy prawa wyboru.
Kościół i świętoszkowaci politycy nadal decydują za nas w kwestii samostanowienia, tak jak decydują za osoby LGBT+.
Jak długo jeszcze?!
- * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
P.S. Od dłuższego już czasu blog leży odłogiem, a swoją leniwopiórową działalność ograniczam do fanpage’a na facebooku. Wrzucam tam od czasu do czasu krótkie notki komentujące niektóre wydarzenia lub co ciekawsze wypowiedzi polityków. Na blogu miałam zwyczaj pisać długie, rozbudowane felietony z ciągiem przemyśleń, nawiązań i zazwyczaj sporą ilością faktów. Niestety problemy zdrowotne zmusiły mnie do przejścia na minimalizm. Nie byłabym jednak sobą, gdybym czasem czegoś nie musiała sarkastycznie skomentować, nawet jeśli sił brakuje, a samopoczucie wisi na papierowym gwoździu.
Zapraszam zatem na swój fanpage Leniwym piórem na fb, choć i tu na bloga wrzucać będę niektóre notki. Zaglądajcie.
Pozdrawiam serdecznie czytelników.
______________________________________
Przecinki wsunęła na właściwe miejsca i pilnie posprawdzała wszystkie literówki Jagodokorekta, której serdecznie dziękuję.
